Blog > Komentarze do wpisu
kilka zimowych impresji...

Impresja pierwsza:

 

Bawię się z mamusią w lekarza. To znaczy ja jestem lekarzem, a ona pielęgniarką, jak na tradycyjny podział ról przystało.  Przychodzi do nas mnóstwo pacjentów: wszystkie miśki, żabki i jedyna lala nagle dziwnym trafem zachorowali. Gdy wszyscy już osłuchani i zastrzyki zrobione, mama nagle pyta:

 

"Panie doktorze, a mnie też Pan osłucha? Bo chyba źle się czuję..."

 

Patrzę na nią dziwnie...

 

"Nieeee, to niemożliwe" 

 

"Nie? A dlaczego?" dziwi się mama...

 

Głupie pytanie...

 

"Bo to pacjenty są chore, a nie doktory!"

 

...uświadamiam ją z lekkim politowaniem... 

 

Impresja druga:

 

"Co to jest?" pytam zerkając z ciekawościa na kanapeczkę babci. Bo pierwszy raz takie dziwne coś widzę.

 

"A to jest chrzanik kochanie"  odpowiada babcia.

 

"Acha. To ja nie chcę krzaniku!" uprzedzam od razu propozycję...

 

..."ale kiełbaskę to luuuuuuubię"

 

...bo jednak dojrzałem coś pod "krzanikiem" ...

 

Impresja trzecia:

Siedzę w wannie i robię wieeeeeelkie faleeeeeeee.  Zabawa super, rozkręcam się coraz bardziej, a tu mamusia jak zwykle musi wszystko popsuć:

 

"Kochanie, ale zobacz jaka masz brudną buźkę. Musisz natychmiast umyć"

 

Patrzę na nią  zrezygnowany. Cóż znaczy brudna buzia w obliczu zagrożenia rozbicia się na wielkiej fali o Skałę Katastrof? No ale trudno, jak mus, to mus. Podnoszę dłoń, dotykam buzi jednym palcem...

 

"Nieeeee, nie mogę...bo mam mokrą rączkę!"

 

 

 

 

poniedziałek, 20 lutego 2012, ingella